Kolejna edycja największego w Polsce festiwalu muzyki elektronicznej za nami! Spędziliśmy trzy dni pod pięcioma scenami na Audioriver. O wielkości wydarzenia świadczy sam fakt, że po raz kolejnym zainteresowanie było tak duże, że wyprzedała się cała pula biletów.  

Za sprawą 11. edycji Audioriver nadwiślańska plaża tętniła życiem do godzin wczesnoporannych. Nie obyło się również bez rozczarowań, szczęśliwie nielicznych . Na tegorocznym festiwalu pojawiła się nowa scena Electronic Beats, która zastąpiła Wide Stage i tu ukłony w stronę organizatorów, ponieważ została perfekcyjnie wpasowana w klimat wydarzenia. W muzycznych rytmach płynął, także płocki rynek, dodatkowo mogliśmy się tam pobawić sprzętem, na którym tworzą najlepsi.

Dzień pierwszy

Do bram wejściowych dotarliśmy zgodnie z prośbą organizatora wcześniej, aby nie robić tłoku i wyruszyliśmy w celu odkrywania na nowo, terenu festiwalu. Musimy przyznać, że pojawienie się na miejscu wcześniej jest jak najbardziej korzystne. Polecamy takie rozwiązanie wszystkim, którzy tak jak my mają ambiwalentne podejście do kolejek.

Kiedy obeszliśmy już cały festiwalowy teren udaliśmy się pod scenę główną, przysiedliśmy na wzgórzu, wsłuchując się w znane nam już doskonale nuty XXANAXX. Zdecydowanie była to dla nas chwila odpoczynku, niż szczególnych uniesień wywołanych muzyką, było poprawnie, ładnie jednak już delikatnie nudno. Nie musieliśmy długo czkać na pierwsze naprawdę duże rozczarowanie, którym było odwołanie występu doskonałego wręcz francuza Gesaffelsteina. Prawdopodobnie jednego z głównych powodów, dla którego wiele osób wybrało się na Audioriver. Projekt RYSY & Natalia Nykiel, bardzo pozytywnie nas zaskoczył, duet RYSY widzieliśmy w tym roku w wielu ciekawych kombinacjach i bez wątpienia, każdy występ był perfekcyjnie dopracowany. Jednak nie do końca wierzyliśmy w Natalię Nykiel, która niestety kojarzy nam się tylko z jednym przeciętnym utworem, udało się, kolejny udany projekt zrodzony na Audioriver zmienia delikatnie naszą wizję. Potrzebowaliśmy więcej, wiedzieliśmy kto z całą pewnością poprawi nasze nastroje i udaliśmy się do Circus tent odreagować wraz z dubfire, który przyniósł nam to, na co czekaliśmy. Namiot podczas tego koncertu był wypełniony po same brzegi, a muzyka wraz z wizualizacjami pozwoliły nam całkowicie odpłynąć. W czasie odwołanego koncertu Gesaffelsteina pod sceną Electronic Beats, Four Tet zebrał tłumy. Nie ma w tym niczego zaskakującego, był to bardzo klimatyczny występ z magicznymi wizualizacjami, pięknie komponującymi się z otoczeniem schowanej sceny.

Kölsch kolejny bardzo dobry występ, który nie zawiódł naszych oczekiwań, również sprowadził do Circus Tent tłumy. Rozgrzał nas na tyle, że mogliśmy się pokierować pod scenę główną, aby zrobiło się niebezpiecznie – Danger, dawkował nam ogromne ilości basów, electro z charakterystyczną dla siebie otoczką wizualną i grą świateł. Francuz dał z siebie wszystko. To właśnie po jego występie uznaliśmy, że tej nocy już nic nie zwali nas z nóg… Jednak ta teoria się nie sprawdziła, pierwszą festiwalową noc zakończyliśmy w namiocie Circus Tent gdzie genialnymi dźwiękami, zachwycił i doprowadził publiczność do całkowitej ekstazy Sven Väth, czyli charyzmatyczny niemiec, którego muzyka dociera do każdego zakątka globu. Musimy przyznać, że wrócił nam siły i energię to był doskonały występ, który z pewnością zapamiętamy na długo i będziemy do niego wracać.

Dzień drugi

Sobotę na Audioriver najlepiej rozpocząć na Starym mieście, które w tym czasie zamienia się w prawdziwy melomański targ. Zostaliśmy pochłonięci całkowicie przez dźwięki płynące z BURN Stage oraz przez wystawców z winylowymi smaczkami. Wypróbowaliśmy swoich sił na profesjonalnym muzycznym sprzęcie.

KAMP! zaprezentowali utwory z nowego albumu, nie zabrakło również znanych już kawałków, które jednak bardziej przypadają naszym gustom. Formacja z Łodzi nigdy nas jeszcze nie zawiodła, tak było również tym razem.

Wyśmienici Gorgon City, wystąpili na głównej scenie, na którą przenieśliśmy się zaraz po występie rodzimego KAMP’A! Szliśmy na to wydarzenie bez większych emocji, w zasadzie wiemy, że po tym występie możemy spodziewać się samych dobrych wrażeń. nie pomyliliśmy się, a nawet było lepiej niżeli się tego spodziewaliśmy. Doskonałe dźwięki, wokal i naprawdę piorunujący pozytywną energią wokaliści.

Sobotni występ Sigma live na Main Stage był istnym dynamitem, który wprawił nas jak i całą publiczność w taneczny nastrój d’n’b. Sigma wraz z różnymi wokalistami unieśli nas w kosmos. Brytyjski duet wystąpił w niezastąpionym składzie

Bardzo oczekiwany przez nas koncert Crystal Castles, wywołał mocno mieszane uczucia. Nowa wokalistka Edith Frances, która zastąpiła Alice z całą pewnością posiada warunki wokalne, ale obserwując to co się działo na scenie jednogłośnie stwierdzamy za dużo Alice w Edith. Mimo wszystko, nie możemy powiedzieć, że występ nie zrobił na nas wrażenia – jednak czekamy na więcej.

SUN/DAY…

Czyli dzień trzeci, który odbywa się na terenie jednego z płockich parków, uczestnicy często rezygnują z tego dnia, dla nas to był moment odpoczynku. Tego dnia dotarliśmy tylko na występ Hatti Vatti, po tym koncercie z pełną satysfakcją mogliśmy zakończyć festiwal.

Ostatni weekend lipca na Płockiej plaży przyniósł nam wiele pozytywnej energii i motywacji, aby odwiedzać kolejne festiwale. Wyjątkowa publiczność tworzyła niesamowite kontrasty, poznaliśmy wielu wspaniałych ludzi, których wypełnia muzyka. Niestety w tym roku nie odwiedziliśmy festiwalowego kina, jednak wiemy, że dobór filmów był bardzo trafiony. Na Audioriver z pewnością pojawimy się za rok, a tymczasem zaczynamy planowanie kolejnego tegorocznego wydarzenia. Do zobaczenia!!!   

Leave a Reply